Archiwum: August, 2009

Gmail + Blackberry = idealna para

Blackberry Logo

Blackberry jest urządzeniem, którego idea opiera się na ciągłym dostępie do potrzebnych w pracy informacji: e-mail, kontakty, kalendarz. Są to rzeczy, do których dostęp zapewnia każdy nowoczesny telefon. Blackberry rozszerza wspomniany dostęp do ciągłego utrzymywania aktualnych informacji po stronie urządzenia i serwera. E-mail pojawia się w urządzeniu od razu po pojawieniu się na serwerze (serwer wymusza przesłanie wiadomości – w zwykłym telefonie to on wymusza pobrania nowych wiadomości). Podobnie współdzielone są kontakty i kalendarz. Z poziomy Blackberry można wyszukiwać informacje we wszystkich wiadomościach znajdujących się na serwerze – nie tylko tych pobranych do urządzenia. E-mail, który przeczytamy na urządzeniu zostaje oznaczony jako przeczytany na serwerze. I tak dalej. Super funkcjonalność – prawda?

Jak zwykle istnieje tak zwana druga strona medalu. W praktyce nie jest już tak pięknie. Po pierwsze korzystanie z Blackberry wymaga wykupienia specjalnej usługi u operatora (np. w Plusie mam ją za 19 zł netto – w tym nielimitowany dostęp do sieci z poziomu urządzenia). Nie jest to jednak problem tak znaczący jak fakt, że istnieją dwa rodzaje usługi dostępu do informacji przez Blackberry. BIS i BES:

  • BIS (Blackberry Internet Service) – usługa którą posiadam – przeznaczony do zastosowania prywatnego i w małych firmach, nie posiadających własnego serwera pocztowego (bądź specjalnego hostowanego). Można skonfigurować sobie do 10 kont e-mail (POP3 i IMAP), z których wiadomości będą pobierane co kilkanaście minut i przesyłane do urządzenia. Nie ma synchronizacji kontaktów, kalendarza, wiadomości przeczytanych itd. Jednym słowem bieda.
  • BES (BlackBerry Enterprise Server) – przeznaczony dla dużych firm obsługujących pocztę przez Microsoft Exchange lub Lotus Domino. Wymaga specjalnego, drogiego oprogramowania na serwerze. W zamian zapewnia wszystkie udogodnienia, o których wspominałem wcześniej.

Gmail Logo

Wydawałoby się, że sprawa jest przegrana dla użytkowników indywidualnych nie mogących pozwolić sobie na usługę BES. Na szczęście na przeciw potrzebom wychodzi Google z usługą Gmail. Skonfigurowanie w ramach BIS dostępu do konta Gmail zapewnia od kliku dni (wcześniej nie była dostępna funkcjonalność zaznaczona pogrubieniem) dostęp do następujących funckji:

  1. Poczta dostarczana jest do urządzenia bez opóźnień.
  2. Poczta przeczytana na urządzeniu jest oznaczana jako przeczytana na serwerze.
  3. Poczta wysłana z urządzenia umieszczana jest w folderze wysłane na serwerze.
  4. Wiadomości na urządzeniu prezentowane są w postaci wątków.
  5. Wyszukiwanie z poziomu urządzenia wiadomości z serwera.
  6. Przenoszenie wiadomości do archiwum.
  7. Oznaczanie wiadomości gwiazdką.
  8. Oznaczanie wiadomości jako spam.
  9. Obsługa etykiet z poziomu urządzenia.

Jakby tego było mało pod zainstalowaniu na urządzeniu specjalnej wtyczki do systemu zyskujemy pełną synchronizację kontaktów pomiędzy Gmail a urządzeniem. Wtyczka pozwala również na synchronizację koalendarza z usługą Google Calendar.

Zdaję sobie sprawę, że większość z opisanych funkcji można używać za pomocą specjalnych programów na innych urządzeniach, ale dopiero ich połączenie z obsługą e-mail Push, gdzie e-maile przychodzą na urządzenie szybko jak smsy daje pełną swobodę działania. Dla mnie rewelacja. Mam nadzieję, że jacyś użytkownicy Blackberry potwierdzą moją opinię!

| Komentarze (1)

Gmail – rewelacyjna funkcja o kiepskiej nazwie

Gmail Logo

Dzisiaj odkryłem dwie rewelacyjne funkcje Gmaila, które postanowiłem dla porządku opisać w oddzielnych wpisach. Pierwszą jak widać we wcześniejszym wpisie było umożliwienie wysyłana z dodatkowych kont przez IMAP. Druga dotyczy dodatku dostępnego w ramach Laboratorium o nazwie “Odpowiedzi bazujące na szablonach“. Dziś okazało się, że jest to dokładnie funkcja której od dawna szukałem, która została zwyczajnie źle nazwana.

Po pierwsze jej działanie nie dotyczy wyłącznie odpowiednia, a wszystkich edycji wiadomości wraz z tworzeniem nowej. Po drugie ma niewiele wspólnego z szablonami. Uruchomienie funkcji powoduje dodanie dodatkowego menu w oknie edycji wiadomości:

Google Gmail Odpowiedzi bazujące na szablonach

Za pomocą tego menu możemy zdefiniować dowolnie dużo gotowych treści (może być to cały mail, jedno zdanie, podpis – cokolwiek), które później możemy również za pomocą menu umieszczać w czasie edycji wiadomości. Treść jest wstawiana w miejscu, gdzie znajduje się kursor, co jest bardzo wygodne. Wiemy co chcemy osiągnąć, więc po kolei jak to zrobić

Po pierwsze potrzebujemy zdefiniować swoje gotowe treści. Tworzymy w tym celu pustą, nową wiadomość i w jej treści wpisujemy wyłącznie tekst, który chcemy zapisać na przyszłość. Klikamy w nowe menu i wybieramy “nowa odpowiedź bazująca na szablonie”:

Nowa odpowiedź bazująca na szablonie

Pojawi się okienko, w którym należy wpisać nazwę nowego “szablonu”. Po utworzeniu potrzebnego zestawu tekstów możemy ich swobodnie używać. Podczas edycji ustawiamy kursor w wybranym miejscu i z menu wybieramy, który tekst chcemy wstawić. Do jednej wiadomości można wstawić kilka tekstów.

Możemy zapisać szablon z formatowaniem. Należy tylko pamiętać, aby użyć go gdy w wiadomości mamy włączone formatowanie.

Funkcja jest bardzo potrzebna. Wymaga rozwoju (dla tego należy do Laboratorium). Menu mogłoby być bardziej intuicyjne. No i najważniejsze: nazwy – to nie są szablony. Tak czy inaczej – kolejne dzisiaj brawa dla Google!

| Komentarze (1)

Gmail – wreszcie wysyła przez SMTP

Gmail Logo

24 lutego napisałem na moronach artykuł o moich 5 życzeniach dotyczących Gmail (5 wishes about Gmail). Wielka była moja radość, gdy dzisiaj odkryłem, że pierwsze i najważniejsze życzenie zostało spełnione. Już mówię o co chodziło. Do tej pory mieliśmy możliwość skonfigurowania wielu kont pocztowych (do 5), z których Gmail okresowo pobierał pocztę. Przy każdym z tak skonfigurowanych kont mogliśmy zaznaczyć, że chcemy również z danego konta wysyłać pocztę za pomocą interfejsu Gmail. Problem polegał na tym, że wiadomości wysyłane przez dodatkowe konta trafiały do adresatów rzeczywiście z dobrego adresu e-mail, ale z dodatkową adnotacją (widoczną w niektórych klientach pocztowych). Pole “od” zamiast adresu zawierało notkę: “konto …@gmail.com w imieniu Imię Nazwisko [adres@domena]“. Niby działało, ale do kontaktów biznesowych z klientami jakoś nie pasowało.

Dzisiaj dodawałem nowe konto do swojego głównego konta Gmail i odkryłem pojawienie się przy konfiguracji nowej opcji:

Konfiguracja konta w Gmail

Zaznaczając “Wyślij poprzez serwery SMTP” i poprawnie konfigurując dane serwera zyskujemy możliwość wysyłanie przez interfejs Gmail pełnoprawnych wiadomości poprzez dodatkowe konta. Rewelacja. Dziękuję ci Google!

Aby zmienić konfigurację do konta, które już jest ustawione w Gmail, należy wejść w ustawienia, przejść na zakładkę “konta i importowanie”, a następnie w sekcji “Wyślij pocztę jako” wybrać “edytuj informacje” przy danym koncie.

| Komentarze

Google Wave – pierwsza prezentacja możliwości

Dzisiaj chciałbym pokazać ogólnie zasadę działania i interfejs Wave. Robienie tego za pomocą screenów nie miałoby sensu, więc zrobiłem 10 minutowy film, którym staram się zachęcić do Wave. Nie ma w nim co prawda nic odkrywczego, ale warto zobaczyć chociażby dla zapoznania się z działaniem robotów w Wave.

Google Wave

Najlepiej kliknąć w film, gdyż jest on dostępny w wersji HD, na której widać wszystkie szczegóły.

| Komentarze

30 września – ważna data dla Google Wave

Na blogu Google pojawił się dzisiaj film ze spotkania developerów Wave z końca lipca. Podczas spotkania pojawia się wypowiedź Larsa Rasmussena, w której przedstawia plan na najbliższą przyszłość dotyczącą Google Wave.

Google Wave

Magiczną datą będzie 30 września, kiedy to aplikacja zostanie przeniesiona z developerskiego adresu (http://wavesandbox.com/) na docelowy http://wave.google.com. Samo przeniesienie ma być przy tym oznaczeniem rozwoju platformy z fazy alpha do beta. Nie będzie to jednak jeszcze publiczna beta. W tej chwili dostęp do Wave ma kilkanaście tysięcy osób. Od 30 września Google planuje rozszerzyć tę pulę do 100 000 osób.

Lars Rasmussen wymienia trzy ważne kroki, które zostaną poczynione w ramach przechodzenia do wersji beta:

  1. Prędkość. W tej chwili rzeczywiście Wave pracuje powoli. Wynika to z faktu, że do tej pory nie optymalizowano kodu pod tym kątem.
  2. Niezawodność. W tej chwili podczas zwykłego użytkowania zdążają się błędy i restart interfejsu.
  3. Usability (sorry, ale nie ma sensownego odpowiednika po polsku). W tej chwili pewne funkcje interfejsu są nieintuicyjne, albo ich działania mocno odbiega od oczekiwanego.

Nie wiadomo kiedy planowane jest otwarte udostępnienia Wave. Nie wiadomo również na jakiej zasadzie się to odbędzie: być może zostanie wykorzystany system z wczesnego Gmail – zaproszenia. Nie ma się co dziwić Googlowi, że nie chcą mówić otwarcie o datach. Jak ognia chcą unikać błędów powszechnie popełnianych przez inne firmy, które zapowiadają premierę nowego produktu, a następnie przekładają ją miesiącami a czasem i latami w przód.

| Komentarze

Olej zwykłe telefony – kup blackberry!

Nie znam nikogo bez telefonu komórkowego, więc temat tych urządzeń musi być popularny. Uważam, że ludzi można podzielić na 3 grupy użytkowników komórek:

  1. Komórka to moja zabawka. Musi mieć wszystko. Musi być nowa i modna. Najlepiej iPhone.
  2. Komórka służy do dzwonienia. I to ma umieć robić. (kurcząca się grupa ludzi)
  3. Komórka to centrum mojej pracy i biznesu. E-mail, rozmowa, e-mail, rozmowa, e-mail – i tak w nieskończoność. (w tej grupie ja)

Blackberry 9000 Bold

Miałem w życiu kilka różnych telefonów: głównie nokie. Były wśród nich lepsze i gorsze. Nigdy nie zależało mi na aparatach, odtwarzaczach muzyki, dzwonkach mp3 i innych tego typu cudach. Zawsze jednak na emailu. W związku z moim uzależnieniem od maila zacząłem wybierać telefony biznesowe. Była Nokie E51, a potem miała być nokia E90. Po drodze pojawił się jednak inny pomysł. Może należy kupić telefon producenta, który od zawsze produkuje wyłącznie “biznesowe” telefony. Blackberry. Strzał w dziesiątkę. Wybrałem model BOLD:

Właściwie telefon to nie jest do końca poprawna nazwa. Można mówić terminal, albo po prostu Blackbrerry. Odkąd używam, nie wyobrażam sobie jak można używać “zwykłego” telefonu do zastosowań biznesowych.

Wiem, że o Blackberry w Polsce słyszało niewiele osób, i że praktycznie nikt nie używa tego systemu. Szkoda, bo jest na prawdę cudowny system. Nie będę tutaj opisywał cech i zalet, bo takich opracowań jest w sieci mnóstwo. Chcę raczej zachęcić do zapoznania się z tym urządzeniem. Naprawdę warto.

| Komentarze

Czy ciśnienie w butelce CocaColi może być groźne?

Wszyscy wiemy co się dzieje gdy wstrząsamy butelkę napoju gazowanego. Nie mam zamiaru tutaj powielać opisu fizyczno-chemicznego zjawiska, które następuje a jedynie skupić się na efekcie: wewnątrz butelki wzrasta ciśnienie. W związku z tym postanowiłem postawić pytania i doświadczalnie znaleźć odpowiedzi.

  1. Jakie ciśnienie wewnątrz dwu litrowej butelki napoju gazowanego można uzyskać poprzez potrząsanie?
  2. Jaka jest relacja tego ciśnienia do innych nam znanych: np ciśnienia w oponie samochodu?
  3. Czy możliwa jest eksplozja butelki?

CocaCola Ciśnienie

Najpierw o metodzie badania. Pomiar wymagał dwóch elementów – manometru i jego połączenia z wnętrzem butelki. Wykorzystałem zwykły manometr służący do pompowania kół z typowym “samochodowym” wentylem. Przerobiłem również korek, aby utworzyć połączenie. W zwykłej zakrętce wywierciłem otwór w który wstawiłem kupiony za 7,50 wentyl. Dodałem uszczelki i skręciłem. Układ pomiarowy był gotowy w kilka minut.

CocaCola Ciśnienie

Do doświadczenia kupiłem trzy różne napoje: CocaCola, Sprite i CocaCola Light. Ta ostatnia miała być wykorzystana w trochę innym celu – chciałem zmierzyć ciśnienie powodowane przez mentosy, ale jak będzie później widać nie zdążyłem zakręcić butelki.

Dla CocaColi, Spritea wykonałem po dwa pomiary. Pierwszy przy pełnej butelce, a drugi po wypiciu kilku łyków (tak, że napój wypełniał butelkę do górnej granicy etykiety). Każdy pomiar odbywał się po bardzo solidnym wstrząsaniu butelki. Otrzymałem następujące pomiary:


  CocaCola Sprite
Butelka pełna 3,1 bar 3,6 bar
Butelka nie pełna 2,4 bar 2,3 bar

CocaCola Ciśnienie

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób wartości te niewiele znaczyć. Dlatego warto porównać je do innych znanych nam ciśnień. Najczęściej z ciśnieniami tego rzędu wielkości mamy do czynienia pompując koła w samochodzie, motorze i rowerze. Typowe ciśnienie koła samochodu osobowego wynosi niewiele ponad dwa bary. Widać, że to uzyskane w butelce jest półtora raza wyższe.

Zatem czy istnieje zagrożenie związane z napojami gazowanymi? Czy butelka może eksplodować? W zeszłym roku dokonałem przez przypadek odkrycia jakie cisnienie wytrzymuje taka butelka. Używając identycznej zakrętki z wentylem pompowałem butelkę przy pomocy kompresora (nie wnikajmy po co bo to głupie). Test ten skończył się rozerwaniem butelki na kilka kawałków z ostrymi krawędziami, które w momencie eksplozji pokaleczyły mi ręce i prawie spowodowały utratę paznokcia na kciuku (paskudne!). Stało się to przy ciśnieniu 6,5 bara. W związku z tym, że wytrzymałość butelki jest prawie dwukrotnie większa od ciśnienia wynikającego z bardzo energicznego wstrząsania możemy być spokojni. Sama butelka nie ma szansy eksplodować.

Inaczej może być, gdy do Coli Light dodamy miętowych mentosów. Chciałem dokonać pomiaru ciśnienia po wrzuceniu 4 mentosów, ale niestety szybkość reakcji nie pozwoliła mi zakręcić zakrętki z wentylem. Skończyłem cały w Coli:

CocaCola Ciśnienie

| Komentarze (7)

Google Wave – sukces zagrożony?

Jak napisałem rano dostałem dostęp do oczekiwanej usługi Google Wave w wersji dla developerów. Pobawiłem się trochę całym tym systemem i nabrałem przekonania, że “zabawa” to dobre słowo do opisu tego narzędzia. Zacząłem wątpić w rzeczywisty sens korzystania z niego. Nie chodzi mi oczywiście tutaj o fakt, iż wersja z które korzystam ma dużo błędów, i nie zawsze działa tak jak tego oczekuję.

Google w swojej cudownej prezentacji z maja wyjaśniał skąd wziął się pomysł ma Wave. Powiedzieli bardzo mądrą rzecz: żeby zrobić coś nowego i innowacyjnego trzeba na chwilę zapomnieć o tym co już osiągnęliśmy, żeby nas nie ograniczało. Wave miał być platformą (i protokołem) komunikacyjnym nowocześniejszym niż e-mail czy komunikatory. Jest nowocześniejszy – ale to nie wystarczy. Wydaje mi się, że o e-mail zapomnieli sobie na koniec przypomnieć.

Google Wave

Wave okazuje się być systemem bardzo autonomicznym – nie jest kompatybilny z tym co do tej pory znamy (ktoś zaraz powie, że przecież jest to otwarta platforma i można napisać roboty – konektory. Można, ale to nie o to chodzi.). Już tłumaczę, gdzie widzę problem. Mimo rozwoju sieci przez wiele lat e-mail jest jedynym nośnikiem za pomocą którego można skomunikować dwóch dowolnych użytkowników. Z komunikatorów korzysta wielu internautów, ale z różnych (oczywiście nasi znajomi korzystają z tego co my itd). Moja wizja Wave była szersza – następca e-mail. Niestety nie ma tutaj nawet kompatybilności. Wave działa tylko pomiędzy użytkownikami posiadającymi konto w Wave. Do konta developerskiego, które dostałem przypisane jest zwykłe (no prawie – różnica polega na tym że ma 25 GB pojemności) konto gmail do obsługi poczty. Jeżeli Google nie będzie w stanie dokonać integracji Wave z tradycyjnym e-mail – usługa ta nie będzie przełomowa – a na taką była kreowana.

Współpraca wewnątrz grupy posiadającej Wave zdaje się być cudowna (chociaż już przy 2 osobach czasami staje się chaotyczna), ale nie wiem czy to za mało. Dużo z pokazanych na prezentacji zastosowań to gadżety i zabawki. Obawiam się, że Wave skończy jako kolejny komunikator (warto zauważyć, że wyłącznie tekstowo – graficzny). I tu znów jest problem – technologiczne zaawansowanie powoduje, że Wave jest trudny do implementacji dla urządzeń przenośnych. A w dzisiejszych czasach trend jest zdecydowanie ku mobilności. Spróbowałem uruchomić Wave w przeglądarce w iPod Touch (czyli w iPhonie) i swoim BlackBerry – w obydwu przypadkach fiasko (a iPod wymagał resetu).

Być może przesadzam i się mylę. Do dzisiaj wierzyłem w przełom. Od dzisiaj mam wątpliwości.

Warto przy okazji zauważyć, że udostępniana dziś wersja nie różni się (przynajmniej na tyle na ile mogę porównać) od tej z prezentacji. Brakuje tych samych funkcji. Nie ma nic nowego.

| Komentarze

Google Wave – pierwszy kontakt!

Pierwsza wiadomość o projekcie Google pod nazwą Wave dotarła do mnie 28 maja 2009, czyli już dłuższy czas temu. Była to ponad godzinna prezentacja nowacyjnego systemu komunikacji w sieci. Tych, którzy do tej pory nie słyszeli o Wave gorąco zachęcam do poświęcenia 80 minut na zapoznanie się z prezentacją Google.

Google Wave

Od tamtej pory trwało oczekiwanie: kiedy będę mógł się do tego systemu dorwać osobiście i przetestować czy to rzeczywiście działa. Oficjalna premiera publicznej bety planowana jest na jesień tego roku (czyli już niedługo – u mnie powoli zaczynają spadać liście). Google przygotował jednak możliwość wcześniejszych testów. Należało się zarejestrować na specjalnej stronie (tłumacząc bezpośrednio: “poprosić o dostęp do piaskownicy Wave”) i czekać na reakcje Google. Zarejestrowałem się na początku czerwca i drugi raz w połowie lipca (na inne konto, żeby spróbować szczęścia jeszcze raz). Dziś w nocy dostałem informacje, że moja prośba została pozytywnie rozpatrzona i mogę zakładać konto: WYPAS!

Zakładając dwa konta otrzymałem w rzeczywistości 4 (konta są podwójne, dzięki czemu można samemu testować swoje rozwiązania).

Muszę przyznać, że na pierwszy rzut oka okazało się, że system nie jest jeszcze tak genialny jak się spodziewałem. Ma sporo niedoróbek, a opanowanie jego obsługi zajmuje trochę czasu. Można to wszystko zrozumieć – przecież to wersja developer preview.

Google Wave

Więcej o systemie, jego zaletach i wadach wieczorem – muszę się trochę pobawić 🙂

| Komentarze (3)

WordPress i problem z komentowaniem

Zauważyłem chwilę temu, że próba wysłania komentarza na blogu kończyła się wyświetleniem pustej strony wp-comments-post.php (tak zwany blank page). Powodowało to również “zgubienie” komentarza. Wszystkich, którzy próbowali napisać komentarz a spotkało ich coś tak niemiłego mocno przepraszam.

Przeszukałem google (“wp-comments-post.php blank page“) i znalazłem dowód na to, że problem jest bardzo powszechny. Rozwiązań było wiele (niektóre podobno skuteczne), jednak więcej było komentarzy “ale u mnie to nie działa”. Rozpocząłem poszukiwania na własną rękę. Trudno mi w tej chwili powiedzieć, co spowodowało problem (przecież jakiś czas temu działało). Okazuje się, że wina leży po stronie używanego “tematu” (ang. theme).

Formularz do wysyłania komentarza zawiera ukryte pole, którego zadaniem jest przekazanie numeru postu, którego dotyczy komentarz. W kodzie, w pliku comments.php (w katalogu danego tematu) linia odpowiedzialna za dodawanie tego pola jest postaci:

2009-08-22_231349

Okazuje się, że zmienna $id nie zawiera numeru posta, a numer komentarza (tu zapewne przy którejś aktualizacji nastąpiła zmiana nazewnictwa w silniku co spowodowało zmianę zawartości zmiennej). Linię tą należy zmodyfikować w taki sposób, aby zawierała odpowiedni numer id:

2009-08-22_231644

Po tej zmianie komentarze na pewno będą działać.

Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam poszkodowanych.

| Komentarze (2)

Starsze wpisy »